Dzisiejsza podróż autobusem była najcięższa w moim całym życiu i to nie dlatego, że weekend się już skończył i trzeba było wstać i iść do pracy. Zauważyłam, że w poniedziałek rano, zawsze jeździ bardzo dużo ludzi autobusem, ale dziś to był po postu szczyt!!!! Ledwo miałam gdzie stać, ludzi było tak dużo, że nie było czym oddychać. Kierowca autobusu widząc tak dużo ludzi powinien włączyć jakiś nawiew czy coś bo naprawdę można było się udusić.
Stałam blisko ostatnich drzwi. Ludzie tylko gadali "ojej ale ciepło", "ale duszno" itp. W pewnym momencie zrobił się wielki korek. Autobus jechał taaaaaak wolno, że z tej duszności zasłabłam. Oczywiście nie tak od razu. Najpierw zaczęłam tracić powoli wzrok, potem słuch, traciłam siłę w nogach. Nie mogłam się doczekać, aż autobus zatrzyma się na przystanku. Przez ten korek trwało to wieczność. Postanowiłam, że z końca autobusu przejdę do kierowcy i poproszę aby się zatrzymał. No ale był taki tłok, że dałam radę dojść tylko do połowy autobusu. Zatrzymałam się w środku drogi i chwyciłam za rurę. Straciłam totalnie wzrok i słuch to było straszne. Jakaś Pani chwyciła mnie za ramię i kazała usiąść. Było mi tak słabo, że myślałam, że zemdleję. Później zrobiło mi się niedobrze, ludzie krzyczeli, żeby otworzyć okno. Potem pamiętam, że jacyś ludzie pomogli mi wysiąść z autobusu. Dwie Panie stały przy mnie i czekały, aż poczuję się lepiej. Jak wrócił mi wzrok, podziękowałam im za pomoc i pojechały do pracy.
Zadzwoniłam do szefowej i powiedziałam co się stało, kazała mi wrócić do domu. Teraz leżę w łóżku i czuję się strasznie, boli mnie głowa (za prawym okiem-to chyba migrena), co jakąś chwilę jest mi niedobrze. Rozmawiałam z mama przez telefon, bardzo się martwi. W następnym tygodniu idę na rezonans magnetyczny.
Strasznie się boję!!! :-(
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz